Kocham wodę i ogień, nie mam nic do ziemi.
Żywiołowa jestem.
Co do wiatru mam mieszane uczucia...
Jezioro, żagle, pełnia lata, słońce za chmurami, a spod tych chmur wieje konkretnie i nagle łódka zrywa się do lotu, mocny przechył, włosy muskają powierznię wody, w dłoniach lewy foka szot, a sam fok wypełniony wiatrem, jak należy - ani zmarszczki; sternik zadowolony, załoga zmęczona, ale szczęśliwa.
Wolność.
Pod wieczór, ognisko na polanie, od strony jeziora w kierunku ściany lasu fruną łagodne podmuchy, rozpalając żar; języki ognia wędrują coraz wyżej, pożerając pożółkłe październikowe liście i suche gałęzie sosnowe. Te ostatnie przyjemnie trzeszczą i poddają się pieszczocie płomieni.
Wolność.
Łódka się wywraca. Albo nie.
Dym pcha się do nosa i ust, zatyka, dusi, z podrażnionych oczu lecą łzy. Albo nie.
Wolność.
A na deser ' Przeminęło z wiatrem'.
